Na zewnątrz deszcz, lecz w środku ogień

Jest niedziela, dzień niezwykle spokojny. Za oknem pada leniwie deszcz, temperatura nie zachęca do spacerów. Pogoda piękna, jeśli siedzisz w ciepłym pomieszczeniu, gdzie panuje kojąca atmosfera, z relaksującą muzyką i świecami zapachowymi w tle. Brakuje tylko kawy, którą przed sekundą wylałam na kanapę… Tak, kocham ten klimat.

Wrócę pamięcią do ostatnich miesięcy, czyli sezonu lekkoatletycznego. Kto by się spodziewał, że ten rok zostanie wywrócony do góry nogami? Igrzysk nie ma, może będą w przyszłym roku. Mistrzostw Europy nie ma, odwołane całkowicie… zatem co jest?

Sezon okrojony maksymalnie: z ilości rozgrywanych zawodów, kibiców, atmosfery. Sport ucierpiał jak każda inna dziedzina życia. Nie jest to jednak powód do tego, aby z rezygnacją rozsiąść się na kanapie i czekać na lepsze jutro. Życie jest tu i teraz. To z niego trzeba wyciągnąć jak najwięcej.

2:01,26 jest liczbą tego roku. Tak, to mój wynik na 800m. Czy jestem zadowolona? Nie. 

Jako zawodniczka, która była już w czołówce światowej nie jestem w stanie czerpać satysfakcji z wyniku, który jest daleko na liście moich „życiówek”. Czego zabrakło? Odpowiedniej mobilizacji i celu.

Kiedy byłam już na etapie kilkutygodniowej wizualizacji idealnego startu na Igrzyskach, nagle, te najważniejsze zawody zostały przesunięte. Celu już nie było. Przez dłuższy czas nie mogłam się z tym pogodzić. Byłam rozżalona i wręcz wściekła. Cały plan, od dłuższego czasu budowany w głowie, przestał istnieć. Była pustka i zagubienie.

Wielu z nas spotkało się ze ścianą. Trzeba jednak zakasać rękawy i działać, bez wymówek, tak jak cały świat. Okres, który powinien być mocno przepracowany na obozie, był spokojnym trenowaniem w lesie. Nie poddaliśmy się, wyciągnęliśmy z tej sytuacji maksymalnie dużo. Efekt? Zostałam Mistrzynią Polski, co mnie bardzo cieszy.

Jest jednak rzecz, z której jestem bardzo dumna: chodzi o postęp jaki zrobiłam w głowie i to, jak mentalnie czuję się przygotowana do ciężkiej i trudnej pracy, jaka mnie teraz czeka. Uświadomiłam sobie również to, że te zyskane miesiące przyniosą mi dużo dobrego. Więcej czasu i możliwości do pracy nad sobą. Mogę się lepiej przygotować. Czuję ogromną motywację i chęć pracy. Coś, czego brakowało mi do tej pory. Z niecierpliwością wyczekuję już pierwszych treningów do przyszłego sezonu, który mam nadzieję, będzie w miarę normalny.

Dodatkowym czynnikiem, dzięki któremu pomimo brzydkiej aury za oknem, uśmiecha mi się buzia, jest obóz JJRUNcamp! Obóz dla wszystkich biegaczek, organizowany przeze mnie i moją przyjaciółkę Madzię.

Czuję napływającą energię na samą myśl spędzania czasu  podczas tego tygodniowego wyjazdu. 

Trzeba sobie powiedzieć jasno – kobieta kobietę najlepiej zrozumie i wie, czego potrzebuje.

Uczestniczki – jeśli to czytacie – nie mogę się doczekać, aż Was wszystkie poznam! 

A tymczasem, chyba muszę wyprać kanapę… 

Leave a Reply

%d bloggers like this: